„Podziemie zostało ‚odkryte’ jako cenne polityczne paliwo”. Zawiłości historii żołnierzy wyklętych

Strzelał na ziemi jak do psa – wyznał były akowiec – Przestał jak już nie miał kul. Sarnecki do dziś pod płucem ma dwie z dziewięciu kul. Z więzienia na Rakowieckiej wyszedł w 1951 roku.

Po latach wymazywania żołnierzy wyklętych z pamięci dziś rządzący chcą postawić ich na najważniejszym w powojennej historii miejscu. To im poświęcono nową tablicę na grobie nieznanego żołnierza, budowane jest także ich muzeum, inspirowane ich tradycją będą mundury obrony terytorialnej. I w prowadzonej dziś polityce historycznej to oni są postaciami kluczowymi. Magdalena Raczkowska-Kazek pokaże jednak teraz, że nawet dla żyjących do dziś żołnierzy wyklętych historia nie jest tak jednoznaczna jak forsowany właśnie przekaz. Materiał programu „Czarno na Białym” TVN24.

Czytaj dalej na stronach TVN24

Na stronach Archiwum Historii Mówionej Ziemi Wałbrzyskiej dostępny jest artykuł – „Ignacy Sarnecki – żołnierz Wyklęty z Wałbrzycha” oraz „Relacja Ignacego Sarneckiego”

Zapraszamy do lektury.

Źródło http://www.tvn24.pl

Żywi świadkowie historii

31 Października mieliśmy przyjemność gościć na Włodarzu Pana Ludwika Latarnika, który w latach sześćdziesiątych z Komisją Badań Zbrodni Hitlerowskich badał właśnie Masyw Włodarza w rejonie Bloków A B C i D. Po wyjściu ze sztolni wyraził swoje zdziwienie że nie ma połączenia z wykończonymi, wybetonowanymi olbrzymimi halami i korytarzami. Opowiada że wchodzili do środka jakimiś roboczymi pochylniami w skazanymi przez autochtona,że godzinami chodzili po podziemiach w poszukiwaniu ciał, że na kilku skrzyżowaniach były bardzo głębokie szyby do dolnych kondygnacji, że był też drugi ,większy od tego który znamy szyb na powierzchnie. Mówi też o tym że wchodzili na inne poziomy i o tym, że nie wszędzie mogli się dostać ponieważ były wysadzenia przejść. Nie odnaleźli żadnych ciał ani pułapek minerskich. Nie dysponowaliśmy profesjonalnym sprzętem, nagraliśmy rozmowę kiepskim telefonem, to spowodowało kiepską jakość i opóźnienie w emisji. Umówieni jesteśmy na wyczerpujący wywiad z Panem Ludwikiem.

Zachęcamy do obejrzenia wszystkich odcinków serialu „Depozyty III Rzeszy” Krzysztofa Szpakowskiego dostępnych na kanale YouTube 

źródło: Krzysztof Szpakowski, Depozyty III Rzeszy

Relacje świadków – RIESE w serialu Krzysztofa Szpakowskiego

depozytyNajnowszy odcinek serialu Krzysztofa Szpakowskiego „Depozyty III Rzeszy” zatytułowany „Żywi świadkowie historii” doskonale wpisuję się w misję Archiwum Historii Mówionej Ziemi Wałbrzyskiej którego jednym z celów jest gromadzenie, archiwizacja i udostępnianie relacji oraz przekazów świadków historii. Dlatego serdecznie zapraszamy do obejrzenia tego szczególnego odcinka. Znajdziecie go Państwo w zakładce II Wojna Światowa lub bezpośrednio pod tym linkiem

Ocalały Świadek z AL Riese Wustewaltersdorf Hieronim Grębowicz

Wywiad z ocalałym świadkiem budowy kompleksu Riese – Hieronimem Grębowiczem. Na jesień 1943 roku trafił do obozu pracy przymusowej Gemeinschaftslager 1 w miejscowości Walim w Górach Sowich. Tam wykonywał prace przy budowie zagadkowego podziemnego kompleksu Riese.

Część pierwsza

Część druga

Film zrealizował Grzegorz Sanik (http://www.eloblog.pl) przy współpracy:
Centrum Kultury i Turystyki w Walimiu
http://www.ckit.walim.pl
Sztolnie Walimskie
http://www.sztolnie.pl

Ignacy Sarnecki – żołnierz Wyklęty z Wałbrzycha

Ignacy_SarneckiPrzez dziesiątki lat Ignacy Sarnecki bał się mówić o tym, co widział i przeżył. I dziś nie jest pewien, co go spotka. Bo dzieci i wnuki dawnych oprawców mają się w najlepsze. Zajmują czołowe miejsca w życiu społecznym i prowadzą intratne interesy.

Jak twierdzi wielu, II wojna światowa była najtragiczniejszym wydarzeniem w historii ludzkości. I choć zapisano na ten temat setki tysięcy stron, wciąż istnieją tzw. białe plamy; wydarzenia, o których ludzie bali się opowiadać przez dziesiątki lat. Oficjalnie wojna skończyła się w 1945 r. Jednak faktycznie trwała w Polsce jeszcze kilka lat. Nie mniej zbrodnicza niż ta wcześniejsza, oficjalna. Cichy front bratobójczej walki przebiegał w lasach i ciemnych piwnicach Urzędów Bezpieczeństwa. Czytaj dalej „Ignacy Sarnecki – żołnierz Wyklęty z Wałbrzycha”

Ignacy Sarnecki żołnierz Wyklęty z Wałbrzycha

Ignacy_SarneckiPrzez dziesiątki lat Ignacy Sarnecki bał się mówić o tym, co widział i przeżył. I dziś nie jest pewien, co go spotka. Bo dzieci i wnuki dawnych oprawców mają się w najlepsze. Zajmują czołowe miejsca w życiu społecznym i prowadzą intratne interesy.

Jak twierdzi wielu, II wojna światowa była najtragiczniejszym wydarzeniem w historii ludzkości. I choć zapisano na ten temat setki tysięcy stron, wciąż istnieją tzw. białe plamy; wydarzenia, o których ludzie bali się opowiadać przez dziesiątki lat. Oficjalnie wojna skończyła się w 1945 r. Jednak faktycznie trwała w Polsce jeszcze kilka lat. Nie mniej zbrodnicza niż ta wcześniejsza, oficjalna. Cichy front bratobójczej walki przebiegał w lasach i ciemnych piwnicach Urzędów Bezpieczeństwa.

Czytaj dalej…

źródło tekstu: Mirosław Jarosz, „Gość Niedzielny”
zdjecia: Łukasz Kazek, Ahmzw

Stanisław Maksymowicz

Stanisław MaksymowiczWilnianin, po wojnie wraz z matką i siostrami osiadł najpierw w Górach Sowich a potem w Jeleniej Górze. Legendarny wrocławski pilot i wychowawca młodzieży, bohater wielu lotniczych anegdot i wyczynów, o których wciąż chętnie piszą dziennikarze. Absolwent i pracownik naukowy wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie przez ponad 25 lat, aż do emerytury kierował Wydziałem Teorii i Metodyki Spadochroniarstwa. Do dzisiaj prowadzi tu jeszcze zajęcia ze studentami, których uczy latać na paralotniach. Niegdyś był jednym z najlepszych polskich akrobatów samolotowych, przez 15 lat w kadrze narodowej. Razem z Andrzejem Waligórskim tworzył niezapomnianą dwuosobową załogę we wrocławskich rajdach pilotów i dziennikarzy. – Uważali nas za parę zgrywusów – opowiada dzisiaj – Ale przyjaźń z Andrzejem to była dla mnie duchowa uczta.

Ahmzw zaprasza do wysłuchania relacji Pana Maksymowicza dostępnych w dziale „Relacje Świadków” bezpośrednie linki: Relacja I, Relacja II

Rozmowa ze Stanisławem Maksymowiczem

Wilnianin, po wojnie wraz z matką i siostrami osiadł w Jeleniej Górze, gdzie już jako uczeń zaczął latać na szybowcach w pobliskim Jeżowie. Zimą uprawiał narciarstwo i z zapałem działał w gronie przewodników, a także ratowników górskich. W trakcie studiów nadal z pasją poświęcał się szybownictwu i narciarstwu, znajdując jeszcze czas na starty w rajdach motocyklowych i na uprawianie gimnastyki sportowej. Na asystenturze został w zakładzie gimnastyki, co nie przeszkodziło mu w zdobywaniu
kolejnych licencji lotniczych, aby w konsekwencji uzyskać licencje z zakresu: szybownictwa, spadochroniarstwa, akrobacji, agrolotnictwa i balonowej, a także nawigacji lotnicze.
Znaczące sukcesy odnosił w lataniu precyzyjnym, a największe w sławnych rajdach pilotów i dziennikarzy, w których w duecie z Andrzejem Waligórskim kilkakrotnie zwyciężył.
Swoją aktywną i wszechstronną działalnością w zakresie sportów lotniczych, zaczął Maksymowicz przyciągać zawod-
ników i pasjonatów lotnictwa do studiowania we wrocławskiej uczelni. Po odejściu z Zakładu Gimnastyki, utworzył pierwszy i jedyny w kraju Zakład Sportów Lotniczych. Nawiązał ścisłą współpracę z aeroklubami i zdołał przekonać kierownictwo uczelni do podpisania oficjalnego porozumienia z władzami Aeroklubu Polskiego. Władze GKKFiT wyraziły zgodę na powołanie w naszej uczelni unikalnej specjalizacji sportów lotniczych. We wrocławskiej uczelni studiowali i odbywali kursy znakomici szybownicy,
spadochroniarze, mistrzowie latania precyzyjnego i akrobatycznego, a wśród nich m.in. J. Dankowski, E. Ligocki, W. Świadek, R. Olszowy, G. Olbrych-Kudłek, czy Czesław Kudłek, który zasłynął z udanej ucieczki samolotem pasażerskim na Zachód (na kanwie tego zdarzenia nakręcony został film).
Stanisław Maksymowicz organizował cieszące się dużym uznaniem sympozja i konferencje naukowe. Pod jego kierunkiem wykonanych zostało wiele prac dyplomowych i magisterskich. Po przejściu na emeryturę nie osiadł na laurach, lecz dalej prowadził ze studentami zajęcia z paralotniarstwa w ramach sportu do wyboru.
W 2005 roku, w dowód uznania za swoje niebagatelne osiągnięcia. otrzymał unikalną statuetkę z dedykacją: Honorowe wyróżnienie imienia Dedala nr 4 Instr. pil. Stanisławowi Maksymowiczowi za wybitne zasługi w kształceniu i wychowaniu lotników ku chwale polskiego lotnictwa. W tym samym roku odebrał w Paryżu z rąk Maxa Bishofa sekretarza generalnego FAI Dyplom Tissandiera wyróżnienie z okazji 100-lecia FAI.

Dzięki pasjonatom i wysokiej klasy specjalistom w wybranych dyscyplinach sportu uczelnia nasza zyskała uznanie i renomę szkoły nowoczesnej i idącej z duchem czasu. W kolejnych latach nie we wszystkich wspomnianych wyżej dziedzinach, szkolenie przebiegało po myśli inicjatorów. Jedne „sporty” z czasem zanikały, natomiast inne dynamicznie rozwijały się i po dziś dzień stanowią chlubę uczelni, jak np. dżudo czy windsurfing.
Sądzę, że niniejsze opracowanie może zainspirować specjalistów innych dziedzin do zaprezentowania niemałego dorobku szkoleniowego np. w strzelectwie, kolarstwie, aerobiku i kilku innych „mocnych” na naszej uczelni dyscyplinach sportowych.

Źródło:  TV Sudecka.

II relacja Stanisława Maksymowicza

Źródło: Ahmzw, Inne Oblicza Historii

 

Stanisław Maksymowicz – Wilnianin, po wojnie wraz z matką i siostrami osiadł najpierw w Górach Sowich a potem w Jeleniej Górze. Legendarny wrocławski pilot i wychowawca młodzieży, bohater wielu lotniczych anegdot i wyczynów, o których wciąż chętnie piszą dziennikarze. Absolwent i pracownik naukowy wrocławskiej Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie przez ponad 25 lat, aż do emerytury kierował Wydziałem Teorii i Metodyki Spadochroniarstwa. Do dzisiaj prowadzi tu jeszcze zajęcia ze studentami, których uczy latać na paralotniach. Niegdyś był jednym z najlepszych polskich akrobatów samolotowych, przez 15 lat w kadrze narodowej. Razem z Andrzejem Waligórskim tworzył niezapomnianą dwuosobową załogę we wrocławskich rajdach pilotów i dziennikarzy. – Uważali nas za parę zgrywusów – opowiada dzisiaj – Ale przyjaźń z Andrzejem to była dla mnie duchowa uczta.